lut 28

Bardzo fajna grafika w pseudo 3D od razu przyciąga do tej gierki . Spodoba się tym, którzy zapoznali się już z naszymi grami o zarządzaniu czasem oraz oczywiście dziewczynom . Sprawdź, jak trudno jest prowadzić farmę.

lut 27

To właśnie w tej grze jest fajne! Jeśli działasz szybko, to możesz zdobyć dużo punktów tworząc rzędy po 4, 5, 6 a nawet 7 obiektów

lut 27

W Warszawie powstaje kolejny meczet. Czy grozi nam islamizacja Polski na wzór krajów zachodnich?

lut 20

Córka generała Fieldorfa, w programie Warto rozmawiać

lut 18

Harold

  • Rok: 2008.
  • Czas: 105 min.
  • Grają: Spencer Breslin, Cuba Gooding Jr., Ally Sheedy.
  • Reżyseruje: T. Sean Shannon.

Film wkrótce w sklepie Merlin.pl

Rysunki Starożytnego Egiptu przedstawiają tysiące ludzików, gdzie jeden wygląda identycznie jak drugi. Różnica między nimi objawia się w detalach, jak strój czy nakrycie głowy. Jeden z faraonów bardzo chciał wyrwać ówczesną sztukę ze szponów schematyczności. Starał się wywrzeć na rysownikach bardziej naturalistyczne podejście. W końcu mu się to udało i jego portret przedstawiał człowieka niedoskonałego i ułomnego. Ale rysownicy nie potrafili tworzyć bez schematu i następne postacie przyjęły formę zapoczątkowaną przez faraona. Tym samym sztuka wpadła z jednego schematu w drugi.
Podobnie rzecz się ma we współczesnym kinie gatunków, szczególnie w filmach o szkole. Wystarczy porównać choćby dwa z nich, żeby wyłapać cały zestaw stereotypów i schematów. „Harold” jest opowieścią o trzynastoletnim chłopcu, który przedwcześnie łysieje. Oczywiście jest z tego powodu szykanowany zarówno przez starszych jak i młodszych. Ale otoczenie w jakim się obraca ma wszystkie cechy, tak charakterystyczne dla tego gatunku. Brutal nękający bohatera, pusta dziewczyna-marzeń, obowiązkowy zestaw frajerów i nabuzowane chłopaczki próbujące zaliczyć.
Na tym tle bardzo wyróżnia się postać „Harolda”. Jego przygody to pasmo mniej lub bardziej zabawnych nieszczęść. Oczywiście bohater-nieudacznik nie jest niczym nowym, ale zyskał on dodatkowy rys psychologiczny. Po sukcesie filmu „Napoleon Wybuchowiec” w zbiorowej świadomości zaczął funkcjonować stereotyp nieszczęśliwego nastolatka, który sam siebie z góry spisuje na straty. To bardzo ważny aspekt, ponieważ we wcześniejszych filmach typu „Zemsta frajerów” to otoczenie wywiera destrukcyjny wpływ na bohatera.
W jednej ze scen „Harolda” padają kluczowe słowa: „Jeśli zdecydujesz się przyjść jutro i wystrzelać całą szkołę. Pamiętaj o jednym. Ja byłem dla ciebie miły”. Po tragedii w Columbine, o której opowiada film „Zabawy z bronią” Michaela Moora, Amerykanie zdali sobie sprawę, że zwykły, szary nastolatek może wejść do klasy i opróżnić cały magazynek. Próby odpowiedzenia sobie na pytanie, dlaczego tak się dzieje nie zostały jeszcze zakończone sukcesem. Ale w kinie zaczął już funkcjonować nowy typ bohatera, którego losy mogłyby potoczyć się inaczej, gdyby nie była to komedia z happy endem.
W „Napoleonie…” po raz pierwszy pojawiła się taka postać, a reszta scenarzystów tępo skopiowała ją do katalogu Fabryki Marzeń. „Harold” jest więc przerysowaną kalką. Nawet wyścig go-kartów, o którym wciąż mówią bohaterowie, spełnia te same funkcje co konkurs talentów w „Napoleonie…”. Minęły tysiące lat, a my wciąż tkwimy w objęciach schematu i nie jesteśmy w stanie się od niego uwolnić, inaczej jak wpadając w nowy.

nullHistoria Harolda jest niczym brodzenie stopami po bardzo płytkiej wodzie – wyczuwamy wszystkie nierówności podłoża, zauważamy braki a momentami na siłę doszukujemy się sensu tego, co oglądamy. Ktoś, kto cierpi od piątego roku życia z powodu inności swojego wyglądu, walczy z nowym otoczeniem niepotrafiącym zaakceptować go takiego jakim jest – nie powinien chyba szukać ratunku w fałszywych gestach innych osób. Mamy tu do czynienia z kimś, kto na wiele się godzi. Ciężko jest usiedzieć na miejscu, kiedy film niewiele wnosi, jedyne co można uczynić to wytrwać a potem zapomnieć. Pyk i po wszystkim.

lut 16

Filed under: , ,

Google najprawdopodobniej nie zdecyduje się na sprzedaż Nexusa One z interfejsem podobnym do Sense czy TouchWiz. Takie nakładki po prostu nie są w stylu firmy z Mountain View. Problem w tym, że Sense na Androidzie zdobył całkiem sporą popularność. Na myśl o obsłudze Sense na telefonie z 1 GHz procesorem Snapdragon dostajemy rumieńców. Co w takim razie, jeśli nie Nexus? Odpowiedzią jest HTC Desire, który oferuje prawie dokładnie to co Nexus One, tylko przy mniejszym uczestnictwie Google. Jest więc interfejs Sense i trackpad zamiast trackballa.

3,7-calowy ekran AMOLED pozostaje bez zmian, jest za to znacząca różnica software’owa: Desire to nie tylko świeżutka wersja Sense, ale też obsługa Flash 10.1, która oznacza, że będziecie potrzebować wszystkiego, co uda Wam się wycisnąć z 1 GHz procesora. HTC Desire ma być dostępny w Europie i Azji na początku drugiego kwartału 2010. Sprawdźcie poniższą galerię i filmik promocyjny w dalszej części posta.

Continue reading HTC Desire: telefon zwany pożądaniem (galeria i film)

Permalink | Email this | Comments

« Previous Entries